Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuł. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 października 2014

Dla kogo te koncerty, czyli o (nie)chodzeniu na gigi słów kilka.

Ostatnio wpadłem do Olsztyna z okazji drugiej edycji Wrath of Gods Mini Tour. Był to jeden z tych koncertów, podczas którego docinki o słabej frekwencji pojawiały się przy okazji każdego występu. A skład lichy nie był: Sinsinate, Tehace, Medebor, Hyperial i Eternal Deformity to kapele, które radzą sobie całkiem dobrze na naszej scenie, ludziska nazwy kojarzą, wiedzą, że łoją dobrze więc czemu była nas tylko garstka pod sceną? Powodów może być co najmniej kilka, i bynajmniej nie wynikają one ze słabego składu, bo ostatni koncert Vadera, Vesanii, Feto In Fetus i reszty składu także frekwencyjnie dupy nie urywał. 

sobota, 16 sierpnia 2014

Ukryci za maską uśmiechu, czyli o depresji i samobójstwie słów kilka.

Chyba każdy z nas zna kogoś co albo próbował się zabić, albo w końcu to zrobił. Takie tragedie zostawiają na nas tymczasowe piętno, ale życie toczy się dalej i po jakimś czasie wszystko, tak jakby wraca do życia. Dyskusje na temat tych, którzy targają się na życie są podobno bezcelowe bo niczego nie zmieniają. Samobójcy byli, są i będą. W pewnym sensie zgony osób znanych oswajają nas z tym tematem, a nawet wywołują drwiny ze zjawiska, które ma wiele podłoży. Łatwo cisnąć bekę z Kurta Cobaina, Magika czy też połowicznych suiciderów takich jak Amy Winehouse czy Ryśka Riedla tak zwanych Złotych Strzelców. Mówi się, że im więcej samobójców tym mniej samobójców. Prawda to, brutalna ale jednak. Rzecz w tym, że za każdym samobójstwem o ile nie jest to harakiri czy wysadzenie się w powietrze z Allahem na ustach stoi coś strasznego, siła wyższa, która wpierw wiedzie do autodestrukcji, a potem do odebrania sobie życia. 

Mistrzu, wiedz, że bardzo mi przykro, że zainspirowałeś mnie do napisania tego tekstu.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Cudze chwalicie, swego nie znacie vol.1: HERMETIC EVOLUTION, VAGUE STORIES, DEFYING, HYPERIAL, DROWN MY DAY

A może znacie? Nie wiem, znać powinniście. W tym dziale będę prezentować bardzo obiecujące kapele z naszego podwórka. Pamiętajcie, jeśli zaczną być mega popularne to wieszczyłem to jako pierwszy. Jeśli nie to tak zwani "odkrywcy" młodych talentów nie umieją się nimi dobrze zająć bądź zauważyć. Tak czy siak przed Wami słów kilka o kapelach, o których możecie nie wiedzieć a stanowczo powinniście. Zapraszam do czytania! Ach, i jeszcze jedno! Jeśli gracie w zespole i chcecie bym zaprezentował Waszą muzykę na blogu, zrecenzował album, przeprowadził wywiad i tym podobne to piszcie na mojego maila stanley.teoes@gmial.com lub na fanpage bloga! W komentarzach rzecz jasna możecie wypisywać, która propozycja spodobała Wam się najbardziej i podrzucać co ciekawsze kąski z naszego podwórka! 

HERMETIC EVOLUTION

Trochę groove, trochę djent, jakieś odpryski nu, ogólnie rzec ujmując nowoczesne i nieortodoksyjne podejście do tematu. I do tego teksty w języku ojczystym, które co prawda mnie nie przekonują, ale pewnie znajdują swoich zwolenników. Grupa konsekwentnie eksperymentuje z brzmieniem, kompozycjami i kosmicznymi dodatkami. I nawet Cyber Marian im pomógł w produkcji klipu. Macie tutaj nowy teledysk na zachętę, obczajcie też całkiem ciekawy cover Ylvis - The Fox, wyszło sympatycznie i z jajem. Obyście się trzymali swojego przeznaczenia, liczę na ciągłą ewolucję i  przebicie się do dzikich mas! 

sobota, 9 sierpnia 2014

(Nie)tolerancyjni, (nie)stereotypowi, (nie)religijni, czyli dlaczego nasz kraj oszalał.

Frustracja w naszym kraju sięgnęła zenitu. Internetowa nienawiść wylewa się ze wszystkich zakątków i we wszystkich kierunkach. Nikt nie jest bezpieczny, radykalni wyznawcy takich czy innych poglądów mieszają z błotem tych, którzy myślą inaczej niż oni. Być za czymś to być przeciw czemuś. W naszym kraju nie da się iść prosto bo zawsze ktoś zarzuci, że nie opowiedzenie się po żadnej ze stron jest aktem ignorancji i obojętności. Mówi się, że nie ma niczego gorszego od obojętności, bo to ona sprawia, że spór gaśnie i znika w otchłani niepamięci. I co tu tak właściwie zrobić? Uciekniesz za granicę, to powiedzą, żeś nie patriota tylko dezerter, opowiesz się za patriotyzmem i będziesz głosić żeś dumny z kraju to Ci zarzucą nacjonalizm, rasizm, skrajne coś, coś tam i tak dalej. Jesteś po prawicy to znaczy, że depczesz lewaków, jesteś po prawicy to znaczy, że kochasz Korwina i jesteś pryszczatym kucem. Chcesz się ulokować po bezpiecznym środku to od tchórza wyzwą. Zawsze wyzwą, bo zawsze znajdzie się ktoś z zadrą w dupie co dorzuci swoje trzy grosze zamiast dbać o własny interes. Dlaczego ludzie wpierdalają się w życie innych? Ano dlatego, że "ja na Twoim miejscu zrobiłbym co innego" (ale nie mam takiej możliwości, bo nie mam wtyków, możliwości etc.). Ludziom żal dupę ściska, że są bezsilni, a Ci wyżej podejmują takie a nie inne decyzje. A potem piętnują to w internecie, bo anonimowość, bo w kupie siła, bo i tak mi nic nie zrobisz. 



czwartek, 7 sierpnia 2014

Przegląd starych hitów vol.1: EIFFEL 65, BOMFUNK MC'S, CRASH TEST DUMMIES, THE CONNELLS, GIGI D' AGOSTINO

Witajcie w nowym retrospekcyjnym cyklu! Będą się w nim pojawiać hity z czasów naszego dorastania, szkolnych dyskotek, zastanawiające być może do dziś niezidentyfikowane przez Was radiowe szlagiery sprzed grubych, grubych lat. Przygotujcie się na przebłyski Waszych wspomnień związanych z tymi utworami! Zapraszam do czytania! 

EIFFEL 65 - Blue

O tym, że wszystko jest niebieskie pieśń jakże zacna. Niby trochę wstyd tego słuchać, bo naiwne i z okrutnie raniącym oczy wideo, ale no takie były czasy. Ten numer to nawet swego czasu miałem nagrany na kasetę.

wtorek, 5 sierpnia 2014

5 utworów, które powinniście poznać vol.2: KATATONIA, PORCUPINE TREE, CULT OF LUNA, TIDES FROM NEBULA, ANATHEMA

Witajcie w drugim wydaniu cyklu poświęconemu wspaniałym i być może nieznanym Wam utworom. Jak zwykle postarałem się by było różnorodnie i emocjonalnie. Zgaście światło, nałóżcie słuchawki, odpalcie dowolny utwór i zamknijcie oczy. Cudowne doznania gwarantowane. 

KATATONIA - Burn The Rememberance

O "Viva Emptiness" Katatonii będzie jeszcze swego czasu solidny artykuł. Tymczasem chciałbym zaproponować Wam numer, w którym perkusjonalia tworzą niesamowity klimat, ten utwór tak smutno płynie, a bardzo smutny, i dosadny w swej prostocie tekst dodaje utworowi niesamowitej mocy. Na koncercie ten numer bardzo chwycił mnie za serducho. 

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Film, który zmienił moje życie vol.1: PODZIEMNY KRĄG (Fight Club, 1999, reż. David Fincher)

W tym dziale chciałbym się podzielić z Wami filmami, które miały na mnie jako człowieka niebagatelny wpływ. Dlaczego tutaj a nie na Filmach, Które Ryją Banie Zbyt Mocno? Ano dlatego, że mój osobisty blog bez filmów wyglądałby nieco pusto. A na tym blogu refleksja na temat danego tytułu zawsze będzie nieco innego rodzaju. Bardziej osobista, emocjonalna, po prostu "moja". Nie będzie w niej mowy o książce Palahniuka, na podstawie której powstał film, nie będzie porównywania go z nią. Będzie to po prostu notka o tym jakie ślady to dzieło na mnie pozostawiło. Mam nadzieję, że do tego działu będziecie wracać równie chętnie co do muzycznego, który pojawi się już niedługo i będzie działać na podobnej zasadzie. A teraz zapraszam wszystkich zainteresowanych do czytania! 

czwartek, 31 lipca 2014

Przegląd polskiej prasy muzycznej, odcinek 1: TERAZ ROCK NR 8/2014 VS METAL HAMMER NR 8/2014

Dziś moi drodzy przyjrzę się zawartości dwóch najnowszych numerów wciąż dość poczytnych magazynów muzycznych w Polsce. We wrześniu minie 10 lat odkąd kupiłem pierwszy numer "Teraz Rocka" jakieś dwa lata później zainteresowała mnie na dobre treść pojawiająca się w "Metal Hammerze". Następnie serducho podbił "Mystic Art" i coraz bardziej czarcie wydawnictwa z "7Gates" i Mega Sinem" na czele. Dziś za najlepsze pismo muzyczne uważam otwarcie "Musick Magazine", z którego bije pasja do tworzenia i przepytywania muzyków. Po co robić przegląd prasy, skoro każdy może sobie po prostu gazetę zakupić? Ano po to by utrwalić komentarz na temat tego na czym dane magazyny się skupiają. 

piątek, 25 lipca 2014

557 kilometrów, czyli jak pielęgnować związek na odległość.

Zaznaczę od razu, że postępowanie wobec moich wskazówek wcale nie gwarantuje sukcesu i "życia długo i szczęśliwie". Jest to raczej zbiór porad uniwersalnych, ale nie cementujących w żaden sposób związku do grobowej deski. Tak się jakoś złożyło, że Sonię poznałem w zeszłym roku podczas wielkiego kryzysu w moim poprzednim związku. Odległość między mną a moją poprzednią partnerką nie była nie wiadomo jak wielka, z Ostródy do Gdańska jest ledwie od 3 do 4 godzin pociągiem (uwzględniając opóźnienia). Z jednej relacji na odległość wpadłem więc w drugą, moi drodzy z Ostródy do Jeleniej Góry jest blisko 557 kilometrów co równa się z jedenastogodzinną podróżą często jedynie na kilka dni. 

 Mitem jest, że związek na odległość skazany jest z góry na porażkę. Ludzie pochodzący z różnych krajów, wyznający różne religie, mający inny kolor skóry i mówiący obcymi dla siebie językami są w stanie związać się na całe życie. Najważniejsza jest cierpliwość i upór. Problem w tym, że młodzi żyjący w dzisiejszych czasach często nie potrafią być stali w uczuciach mając partnera/partnerkę pod samym nosem. A co dopiero "żyć" z kimś na odległość? Pokusy czyhają na imprezach, wśród znajomych i tak dalej i tak dalej. Związek na odległość opierać się więc musi na maksymalnym zaufaniu i komunikacji. Jeśli na tym polu pojawiają się zgrzyty to prędzej czy później się to wszystko porozłazi. Pozwólcie więc, że podpowiem czego nauczyłem się metodami prób i błędów. Finał moich rozważań być może Was zaskoczy, no ale nie uprzedzajmy faktów. 

STANLEYA KILKA RAD JAK NIE ZWARIOWAĆ W ZWIĄZKU NA ODLEGŁOŚĆ.


1.PISZCIE DO SIEBIE I DZWOŃCIE. Proste. Najważniejszy jest stały kontakt. A pisać można przecież nie tylko SMS-y ale i wiadomości na FB, a to przecież nic nie kosztuje. Grunt by robić to regularnie i nie na siłę. Wiadomo, że człowiek może być zajęty albo zmęczony, nie ma co ściemniać, że jest inaczej i odpisywać z łaski. To samo z rozmowami przez telefon. Jeśli w związku jest miłość, przyjaźń i zaufanie to i zrozumienie się pojawia. Jeśli chcecie uniknąć niezręcznego "Nie chcesz ze mną rozmawiać/pisać?" to po prostu bądźcie szczerzy. Powiedzenie wprost, że się pada na ryj nie zirytuje przecież drugiej połówki. 

środa, 23 lipca 2014

Za co hejtujemy polskie zespoły, czyli o rzucaniu mięsem w artystę.

Internauci potrafią niszczyć. Potrafią dojebać ukrywając się za maską anonimowości we wszystkie świętości, w klasykę czegokolwiek, bezpardonowo i momentami na tyle skutecznie by zniechęcić do robienia czegokolwiek. Z drugiej strony są potrzebni, ich skupienie na niszczeniu, tego co ich mierzi często jest większe niż fanów na swoim ulubieńcu. W naszym uroczym kraju hejtuje się mistrzowsko i beztrosko, kpi się, drwi się, obrzuca mięsem bezczelnie, ale często trafnie. Nie przepadam za hejtami, jeśli ograniczają się do rzucania bluzgami bez uzasadnienia. Określenia typu "chujowe, pozdrawiam", "gówno" i tym podobne nie wnoszące nic do dyskusji znikają wraz z osobami, które napiszą takie coś na moich stronach. 

Kapele na naszym podwórku nie mają lekko. Gdyby hejterzy podrywali panienki z taką łatwością jak rzucają błotem w muzyków, to może nie byliby tak sfrustrowani by siedzieć i marudzić na tych wszystkich grajków maści rozmaitej. No cóż. Każdy ma święte prawo napisać w sieci, że coś mu się nie podoba. Mi też nie podobają się takie czy inne kapele (napiszę o tym za jakiś czas), ale bliżej mi do osoby trollującej  niż otwarcie nienawidzącej danego artysty. Sukces kłuje w oczy, więc trzeba się wyżyć, wyrazić negatywą opinię. Ma to swoje dobre strony bo hejterstwo zmusza artystę do odpowiedzi, czasem dosłownie, a czasem nowym materiałem, tworzeniem czegoś wyjątkowego, z drugiej strony ostatnia petycja o rozwiązanie grupy Ghost bardzo mnie zasmuciła, antyfani po prostu przeginają w tym przypadku. Przeszkadza? Uwiera w dupę? Nikt słuchać nie karze. 

Przed Wami mały zestaw artystów (dla części czytających być może "artystów"), którzy obrywają gównem najczęściej. Póki co polskich, ale pojawi się też pisanina o zagranicznych. Skąd to całe hejterstwo? Czy tak naprawdę jest kierowane w stronę samych muzyków czy jednak ich fanów? Postaram się temu przyjrzeć bliżej. 

COMA 

W przypadku tej grupy najwięcej zarzutów o "chujowość" pada pod adresem wokalisty Piotra "Robuca" Roguckiego. Facet ten ma specyficzną ekspresję i jego zachowanie może irytować. Muzycznie jednak nie potrafię tej grupie nic zarzucić, grają swoją wyważoną mieszankę rocka i metalu, od roku 2004 kiedy to wyszło "Pierwsze wyjście z mroku" urośli do rangi grupy (nie, nie używam tego słowa na wyrost) kultowej wśród młodych osób. Oczywiście teksty pana wokalisty są momentami egzaltowanym bełkotem, ale na dobrą sprawę te wszystkie herbaty co wznoszą krzyk u sąsiada nie są takie trudne do zrozumienia. Metalowcy nie znoszą tej grupy, bo młode kuce wbijają się w ich ciuszki i przyszywają naszywki obok logosów Slayera czy Metalliki. To chyba znak czasów, miksowanie gatunków jest modne, a tłumaczy się to otwartością umysłu. Za co więc Coma jest najbardziej besztana? Zdaje mi się, że za nadęcie, którego na początku kariery tego zespołu nie widziałem. Za skupienie się przez pana wokalistę na Must Be The Music i co tu dużo mówić, za gwiazdorkę. Muzycznie naprawdę nie potrafię niczego zarzucić i lubię to co stworzyli na czterech dotychczasowych krążkach. Muszę przyznać, że hejterstwo zostało fajnie skomentowane w utworze "Los cebula i krokodyle łzy" z ich ostatniego albumu, zakładam, że się nim od ładnego czasu, po prostu już nie przejmują. 

sobota, 19 lipca 2014

Stanley vs Babymetal!

Okej, BABYMETAL, to teraz bardzo gorący muzyczny temat. Niech to zdjęcie sportretuje Wam moją pierwszą reakcję na to co zobaczyłem w teledysku do Doki Doki Morning: